Insulinooporność to nie choroba, ale sygnał ostrzegawczy. Dieta i ruch są ważniejsze niż suplementy
Choć insulinooporność może dotyczyć nawet co trzeciej osoby w Polsce i mówi się o niej coraz więcej, to w błyskawicznym tempie narastają wokół niej również szkodliwe mity. Te, jak podkreślają eksperci, są wodą na młyn kampanii sprzedażowych producentów suplementów diety, które mają pomagać pacjentom wyjść z tego stanu. Dietetyk kliniczny podkreśla, że kluczem do skutecznego leczenia nie są restrykcyjne diety czy drogie suplementy, lecz holistyczne podejście, zmiana stylu życia i współpraca zespołu specjalistów.
– Świadomość dotycząca insulinooporności jest bardzo duża. Pacjentki często trafiają na ten temat, szukając przyczyn tego, że nagle ich masa ciała poszła do góry czy po prostu źle się czują. Dzięki temu, że mamy teraz bardzo rozwinięte social media, jest wiele grup społecznościowych, funkcjonują listy polecanych specjalistów, łatwo znaleźć dobrego eksperta w tej dziedzinie. Jest coraz więcej lekarzy, którzy nie odeślą pacjenta, mówiąc: "taki pana/pani urok, proszę wrócić, jak będzie już cukrzyca", co jeszcze 10–15 lat temu mogło się zdarzyć – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria dr n. o zdr. Małgorzata Słoma-Krześlak, dietetyczka kliniczna.
Insulinooporność to nie choroba, ale sygnał ostrzegawczy Dieta i ruch są ważniejsze niż suplementy
Czym jest insulinooporność i skąd się bierze?
Jak czytamy w portalu pacjent.gov.pl, insulinooporność nie jest chorobą, lecz stanem, do którego dochodzi, gdy obniża się wrażliwość tkanek obwodowych na działanie insuliny. Organizm zaczyna produkować więcej tego hormonu, by unormować poziom glukozy we krwi. Jednak gdy tkanki są mniej wrażliwe na insulinę, wychwytują jej mniej, a to prowadzi do hiperglikemii, czyli podwyższonego stężenia glukozy we krwi.
Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej podaje, że insulinooporność może występować, w zależności od badanej grupy, w 10–30 proc. populacji. Na ryzyko jej wystąpienia wpływają styl życia, dieta i aktywność fizyczna. To właśnie te elementy – a nie szybkie "kuracje" – decydują o tym, czy organizm będzie skutecznie reagował na insulinę.
Mity, które napędzają rynek suplementów
Rosnąca popularność tematu ma też ciemną stronę: uproszczenia i błędne przekonania, które potrafią skutecznie zniechęcić do racjonalnego leczenia. Jak mówi ekspertka, jednym z najczęstszych uproszczeń jest automatyczne łączenie insulinooporności z tyciem, a kolejnym – wiara w konieczność eliminacji całych grup produktów.
– Największym mitem związanym z insulinoopornością jest chyba to, że jej posiadanie samo w sobie będzie powodować niekontrolowany przyrost masy ciała. Inny popularny mit dotyczy konieczności wyeliminowania z diety glutenu i nabiału jako składników, które w tej sytuacji zdrowotnej mogą zaszkodzić – mówi dr Małgorzata Słoma-Krześlak.
Jej zdaniem na podatnym gruncie społecznego niepokoju łatwo wyrastają kampanie reklamowe, które przedstawiają insulinooporność jako "ciężkie zaburzenie" wymagające drogich produktów i skomplikowanych zasad, najlepiej podpartych suplementem.
– Przez to pacjenci, zanim trafią do dobrego specjalisty, który im realnie pomoże i spojrzy bardziej holistycznie na ich stan zdrowia, tracą dużo cennego czasu. Często nie zgłaszają się już tylko z insulinoopornością. Stają się pacjentami ze stanem przedcukrzycowym albo z dodatkowymi komponentami zespołu metabolicznego, czyli nadciśnieniem tętniczym, dną moczanową czy zaburzeniami profilu lipidowego – wskazuje dietetyczka.
Diagnostyka: dlaczego to wciąż trudny obszar?
W praktyce klinicznej problemem pozostaje brak łatwo dostępnej, w pełni wystandaryzowanej metody oceny insulinowrażliwości w poradniach. To sprzyja zarówno nadinterpretacjom, jak i bagatelizowaniu objawów.
– Jeżeli podejrzewamy u kogoś cukrzycę, to wiemy, że musimy mu zlecić test tolerancji glukozy. Są podane limity, jak to ma wyglądać na czczo, a jak w drugiej godzinie. Natomiast dla insulinooporności mamy złoty standard, to jest tzw. euglikemiczna klamra metaboliczna. Wykonuje się ją jednak wyłącznie w badaniach naukowych, a nie na oddziale szpitalnym czy w poradni. Pacjentki chętnie obliczają więc współczynnik HOMA, ale on nie jest do końca zwalidowany i trudno powiedzieć, jaka wartość będzie mogła być uznawana za insulinooporność – mówi dr Małgorzata Słoma-Krześlak.
Jak zaznacza ekspertka, lekarze często potrafią postawić rozpoznanie na podstawie obrazu klinicznego i badań, bez konieczności wykonywania krzywej insulinowej.
– Jeżeli widzimy, że pacjent ma zrobioną krzywą glukozową i w drugiej godzinie testu wynik glikemii jest podobny do tego na czczo albo jeszcze niższy, to znaczy, że był za duży wyrzut insuliny w tym czasie i to jest hiperinsulinooporność. Sygnałem mogą też być zaburzenia profilu lipidowego. W fazie badań są teraz nowe wskaźniki, które będą się opierać na zestawieniu np. stosunku trójglicerydów do poziomu glukozy – podkreśla ekspertka.
Leczenie: zespół specjalistów zamiast "cudownego preparatu"
W centrum skutecznej terapii stoi podejście interdyscyplinarne – od diagnostyki, przez dietę i ruch, po pracę nad nawykami oraz czynnikami psychologicznymi. Eksperci podkreślają, że nie chodzi o jednorazową "akcję ratunkową", tylko o proces.
– Zaczynamy od lekarza, który postawi diagnozę, dobierze odpowiednie leczenie, później udamy się do specjalisty od żywienia, od aktywności fizycznej, bo nie każda będzie dobra dla każdego. Ważne są ponadto psychologiczne aspekty leczenia, określenie tego, czy jemy na tle emocjonalnym, czy potrafimy różnicować głód od apetytu, czy jemy dlatego, że nam się nudzi – mówi dr Małgorzata Słoma-Krześlak.
Rządowy portal wskazuje, że podstawą terapii jest odpowiednio zbilansowana dieta i regularna aktywność fizyczna. Wśród modeli żywieniowych, które w badaniach wykazywały korzystny wpływ m.in. na masę ciała, ciśnienie oraz glikemię i insulinemię, wymienia się dietę DASH czy podejście oparte na produktach o niskim indeksie glikemicznym. Jednocześnie – jak podkreśla dietetyczka – nie trzeba wchodzić w restrykcje, by osiągać realne efekty.
– To nie musi być jakaś specjalna dieta. Wystarczy utrzymanie zasady zdrowego talerza, który jest rekomendowany przez Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej. Jego jedną połowę powinny stanowić warzywa, które zjadamy w pierwszej kolejności, aby ograniczać wyrzut glukozy oraz insuliny, a drugą białko, źródło pełnoziarnistych produktów zbożowych i dobre tłuszcze – mówi dietetyczka.
Sen i stres: pomijany filar terapii
Zmiana stylu życia nie kończy się na liście zakupów i planie treningowym. Eksperci przypominają, że gospodarka hormonalna i apetyt są silnie powiązane z jakością snu.
– Zaburzenia w tej sferze będą powodować niekontrolowane napady głodu, to, że chcemy sobie poprawiać nastrój jedzeniem, zwiększać ilość dopaminy przez różne comfort foody – tłumaczy dr Małgorzata Słoma-Krześlak. – Insulinooporność jako zaburzenie nie jest twardym orzechem do zgryzienia, jeżeli pacjentka zrozumie, jak jej wybory zdrowotne, żywieniowe i aktywność fizyczna działają na jej organizm. Wtedy już wie, na co sobie może pozwolić i jak może sobie najlepiej z tym poradzić.
Leki jako wsparcie, a nie fundament
W serwisie internetowym, prowadzonym przez Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia, czytamy, że leki mogą być jedynie metodą wspomagającą dietę i ruch. W wielu przypadkach insulinooporność można cofnąć, jeśli wynikała z błędów w żywieniu lub nieprawidłowego stylu życia. Jeśli jednak problem zostanie zbagatelizowany lub pacjent będzie nieprawidłowo prowadzony, to w konsekwencji może się u niego rozwinąć cukrzyca typu 2.
– Badania pokazują, że dojdzie do tego po około 10 latach od diagnozy insulinooporności. To jest właściwie pierwszy "schodek". Potem mamy stan przedcukrzycowy, a następnie samą cukrzycę. W konsekwencji czekają nas później jej wszystkie powikłania: zaburzenia neurologiczne czy kardiologiczne. To już jest domino – wszystko, co się może popsuć, niestety będzie się psuło, a to jest bardzo szybka droga do utraty lat przeżytych w zdrowiu – ostrzega dietetyczka.
Na koniec ekspertka zwraca uwagę na kontekst systemowy: dostęp do diagnostyki i terapii w Polsce jest – jej zdaniem – relatywnie dobry na tle innych krajów.
Dr Małgorzata Słoma-Krześlak dodaje, że w Polsce mamy dobry dostęp do terapii insulinooporności. Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Wielkiej Brytanii przypadłość ta praktycznie nie jest rozpoznawana i poddawana terapii.